2026.02.07


Wieść o Zawodach Strzeleckich i o Kurku Piwnym, Roku Pańskiego 2026

Miłościwi Czytelnicy i łaskawi Goście tej kroniki, słuchajcie a czytajcie, boć rzecz się stała godna zapamiętania, śmiechu i mrugania okiem spod kaptura. Roku Pańskiego dwa tysiące dwudziestego szóstego, dnia siódmego lutego, gdy mróz szczypał w nosy, a piwo w piwnicach tęsknie bulgotało, zebrało się Bractwo Kurkowe Grodu Bytomskiego, by sprawdzić, komu ręka najpewniejsza, oko najostrzejsze, a nerw najmniej drżący po świątecznych biesiadach.

Były to pierwsze zawody owego roku, przeto każdy brat stawał do strzału z sercem bijącym jak dzwon w kolegiacie. Broń długa pneumatyczna poszła w ruch, dystans dziesięć kroków mierzony, postawa stojąca, a stać trzeba było twardo, nie jak po trzecim kuflu, lecz jak po pierwszym, gdy człek jeszcze wierzy w cnotę i prostą linię. Dziewiętnastu strzelców stanęło w szranki, jedni z miną mnicha, drudzy z uśmiechem karczemnym, a trzeci tak skupieni, jakby cel był nie z papieru, lecz z samej niewieściej pokusy.

Gdy proch nie był sypany, boć czasy inne, a powietrze tylko syknęło, nadszedł finał, gdzie sześciu najlepszych braci chwyciło broń krótką. Tu dopiero działy się rzeczy, o których kronikarz rumieni się pisać, albowiem ręka krótsza, broń mniejsza, a emocje większe, więc i drżenie palca mogło zdradzić więcej niż niejedna spowiedź. Tarcza zaś była malowana osobliwie, tak iż niejeden brat celował długo, nie wiedząc, czy strzela w środek, czy tylko się zapatrzył jak czeladnik w dekolt karczmarki.

Zwycięzcą całego turnieju został Brat Jacek Trembaczowski, który w finale trafił tak celnie, iż aż echo po strzelnicy poszło, a zazdrość w sercach innych braci zapiekła niczym chrzan do kiełbasy. Lecz tytuł Kurka Piwnego ad dwa tysiące dwudziesty szósty przypadł Bratu Jerzemu Lechowi, który udowodnił, że piwo i precyzja mogą iść w parze, byle kufel był po strzelaniu, a nie przed, choć niektórzy twierdzą, że jedno piwo na odwagę czyni cuda równie wielkie jak modlitwa do świętego Huberta.

A gdy w Bytomiu kule świstały, gdzieś na śląskiej ziemi, nie wiadomo dokładnie gdzie, bo kronikarz miał już pióro umoczone w piwie, rozegrano Mistrzostwa Strzeleckie Trzynastej Śląskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Tamże Brat Sebastian Orlicki pierwszy był nad wszystkich, czym chwałę przyniósł i sobie, i Bractwu, i całemu stołowi, przy którym potem o tym opowiadano, coraz szerzej rozkładając ręce i coraz grubiej koloryzując.

Tak oto strzelano, pito, śmiano się i patrzono znacząco, a kto nie był, niech żałuje i szykuje się na następny raz, bo w Bractwie Kurkowym nie tylko kura bywa strzelana, ale i ambicja, i honor, i czasem coś jeszcze, o czym przyzwoity kronikarz woli tylko mrugnąć okiem.

 pismo należycie do wydrukowania przysposobione  ⟩⟩⟩ 
 zmagania strzeleckie  ⟩⟩⟩ 
 zmagania o nagrodę Hetmana  ⟩⟩⟩ 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz