2026.01.07


Pierwsze brackie spotkanie spisane o braciach bytomskich, jubileuszu nadchodzącym i pucharze, którego Andrzej pożądał najbardziej

Zaraz po święcie Trzech Króli, dnia siódmego stycznia roku Pańskiego dwa tysiące dwudziestego szóstego, zgromadziła się brać kurkowa w zacnych murach Bractwa Kurkowego Grodu Bytomskiego, aby po raz pierwszy w tym nowym roku obradować, radzić i jak zawsze nieco się pośmiać. Było to zebranie comiesięczne, lecz wagą swą przewyższające niejedno inne, albowiem myśli wszystkich biegły już ku czterdziestoleciu reaktywacji naszego bractwa, jubileuszowi okrągłemu jak puchar wypełniony po brzegi.

Rozprawiano tedy długo i szeroko o tym, jakże godnie uczcić tę rocznicę, kogo zaprosić, jakie chorągwie wystawić i jak sprawić, by oko się radowało, a serce rosło. Mówiono o pocztach sztandarowych, o planie obchodów i o tym, by niczego nie zaniedbać, bo historia patrzy, a kronikarze ostrzą już pióra. Głosy wznosiły się i opadały jak na sejmiku, lecz zgoda panowała, bo gdy idzie o chwałę bractwa, wszyscy jednym strzelają celem.

Najdonioślejszym jednak momentem było wystąpienie Hetmana Bractwa, Mirosława Strachoty Gorzyckiego, który niczym pan możny i hojny wystąpił z darami. Wręczył on okazały puchar, błyszczący tak, iż niejeden brat mrużył oczy, a przeznaczony dla najlepszego strzelca roku dwa tysiące dwudziestego piątego. A któż nim został, jeśli nie brat Andrzej Suchanek, mąż znany z tego, że cel ma pewny, rękę twardą, a i ambicję niemałą.

Trzeba bowiem rzec bez wstydu, iż puchar ten był jedynym, którego w kolekcji Andrzeja brakowało. I jak powiadają złośliwi, przez cały rok patrzył nań łakomym okiem, niczym kawaler na pannę za miedzą, wzdychał, ćwiczył i strzelał, aż pot lał się po czole, a języki po karczmie. Walczył zażarcie, bo nie lubi, gdy coś mu się wymyka z rąk, zwłaszcza gdy kształt ma obły, lśniący i tak dobrze leży w dłoniach. Gdy wreszcie puchar trafił w jego objęcia, uśmiech miał taki, że niejedna panna by się zarumieniła, a bracia tylko mrugali porozumiewawczo, wiedząc, iż Andrzej, gdy już coś dopadnie, nie puszcza łatwo.

Tak oto zakończyło się owo zebranie, pełne powagi i śmiechu, planów wielkich i żartów rubasznych. A jeśli kroniki przyszłe będą o tym pisać, niech wiedzą, że w Bytomiu strzela się nie tylko do tarczy, lecz i do serc, a puchary zdobywa z zapałem godnym najlepszych czasów dawnej Rzeczypospolitej.

 pismo należycie do wydrukowania przysposobione  ⟩⟩⟩ 
 zmagania o nagrodę Hetmana  ⟩⟩⟩ 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz