2026.03.21


O uroczystościach zacnego Bractwa obchodzącego 40-lecie reaktywacyi

Oto już czterdzieści lat minęło, jako feniks z popiołów powstało Bractwo Kurkowe Grodu Bytomskiego, a pamięć o tym dziele godna jest zapisania nie tylko w księgach, lecz i w sercach ludzi wszelakiego stanu. Roku Pańskiego bieżącego, dnia dwudziestego pierwszego marca, gdy wiosna ledwo co swe pierwsze tchnienie nad ziemią śląską rozpostarła, zebrało się bractwo wraz z gośćmi licznie przybyłymi, aby święto swe czterdziestolecia uczcić z należną powagą, lecz i z ochotą serdeczną.

Z rana tedy odprawiona została msza święta w kościele Mariackim, gdzie Andrzej Iwanecki biskup czcigodny wraz z kapłanem Piotrem Kopcem nabożeństwo prowadził, a modły ku niebiosom wznoszono za pomyślność braci strzeleckiej i całego grodu. Dźwięk organów i śpiew wiernych unosił się pod sklepienia, jakoby anieli sami wtórowali, a niejeden z obecnych powiadał po cichu, iż i kura bracka, choć zwyczajnie do strzelania przeznaczona, tego dnia wzruszona być musiała.

Po nabożeństwie ruszył lud na rynek bytomskiego miasta, gdzie zgromadzenie było wielkie i barwne, iż oko nie wiedziało, gdzie spocząć. Przybyli bracia z innych ziem śląskich i pomorskich, stanęli przedstawiciele władzy, byli żołnierze w szykach równych jak struny lutni, była orkiestra, co grała tak donośnie, iż gołębie z wieży zrazu się spłoszyły, lecz rychło wróciły, jakoby i one chciały posłuchać. Sztandary powiewały dumnie, a mieszkańcy patrzyli z uznaniem i ciekawością.

Największą zaś powagą odznaczyła się chwila, gdy sztandar bracki uhonorowano Krzyżem Rycerskim. Wtem cisza zapadła, a potem rozległy się oklaski, które niosły się po rynku jak echo między murami. Jeden ze starszych mieszczan rzekł wtedy półgłosem, iż dawno takiej chwili nie widział, chyba jeno w opowieściach swego dziada, który pamiętał jeszcze czasy wielkich uroczystości.

Gdy obrzędy na rynku dobiegły końca, orszak przeniósł się do wnętrz Opery Śląskiej, gdzie dalsze świętowanie miało miejsce. Tamże uczyniono wspólne podobizny, aby potomni wiedzieli, jako bractwo trwało i świętowało w jedności. Hetmanów i gości odznaczono medalami jubileuszowymi, które błyszczały niczym świeżo wybite talary, a niejeden z odznaczonych prostował się przy tym dumniej niż paw na dziedzińcu.

Nie zabrakło też uciechy dla ducha i ucha, albowiem młódź muzyczna z bytomskiej szkoły grała na instrumentach z wielką wprawą. Jedni mówili, że tak pięknie, iż aż serce mięknie, inni zaś żartowali, iż gdyby kura bracka to słyszała, sama by się poddała bez strzału, tak była melodia ujmująca.

A na koniec, gdy już świętowanie chyliło się ku końcowi, nie sposób było nie wspomnieć o skarbniku bractwa, który tego dnia musiał sięgać głęboko do kiesy. Mówiono pół żartem, pół serio, iż jego sakiewka stała się lżejsza niż piórko, lecz chwała i pamięć tego dnia cięższe są niż złoto, więc strata to żadna, a raczej inwestycja w wieczną sławę.

Tak oto minęło święto wielkie i podniosłe, lecz i radosne, jak przystało na braci, którzy nie tylko celnie strzelają, ale i świętować potrafią z godnością i humorem. Niechaj tedy kolejne lata przyniosą im zdrowie, pomyślność i równie zacne jubileusze, a kura niech drży, lecz tylko symbolicznie, bo w sercach braci więcej dziś śmiechu niż wojennego zapału.

 pismo należycie do wydrukowania przysposobione  ⟩⟩⟩ 
 album fotografyi na wieczną pamięci brackiej  ⟩⟩⟩ 


2026.03.14


O strzelaniu marcowym, gdzie kura dostała kulą, a Skarbnik chwałę i zazdrość kompanów

Rozpoczęliśmy Sezon Strzelecki ad 2026

Roku Pańskiego dwa tysiące dwudziestego szóstego, dnia czternastego miesiąca marcowego, gdy jeszcze chłód zimowy po polach się snuł, a słońce jeno nieśmiało zza chmur wyglądało, zebrali się bracia i siostry z czcigodnego Bractwa Kurkowego Grodu Bytomskiego, a z nimi też różni strzelcy wolni i ciekawscy, na strzelnicy przy szkołach mechanicznych i elektronicznych. Tam to poczęto pierwsze w tym roku igrzyska strzeleckie, by sprawdzić, czy ręka pewna, oko bystre, a proch i stal jeszcze w zgodzie z człekiem pozostają.

A iż Bractwo nasze miłosierne jest i serce ma szerokie niczym beczka dobrego piwa, pozwolono wszystkim dzierżyć broń krótką kalibru drobnego, takiego co ledwie pięć i sześć dziesiątych milimetra ma, a strzelać kazano na odległość dwudziestu i pięciu kroków wielkich. A dla tych, co to rękę mają nie tak stałą jak dziewka w karczmie po trzecim dzbanie miodu, dozwolono chwytać broń oburącz, aby im się lufa z nadmiaru emocji zbyt gwałtownie nie trzęsła.

I tak oto stanęło do próby niemało, bo aż pięć i dwadzieścia dusz strzeleckich, niewiast i mężów. Jedni skupieni byli jak mnich nad księgą, inni znów żartem i śmiechem rozganiali napięcie, a niejeden zerkając na tarczę tak wzdychał, jakby patrzył na białą koszulę dziewczęcą schnącą na wietrze. Strzały padały, echo niosło się po murach, a każdy chciał pokazać, iż jego kula leci prosto niczym myśl ku sakiewce pełnej dukatów.

Gdy zaś pierwsza część zmagań się dokonała, wybrano dziesięciu najcelniejszych, aby w finale ostatecznym sprawdzili, kto z nich oko ma najostrzejsze, a rękę najpewniejszą. Każdy z nich dostał jeden jedyny strzał, który posłać miał w tarczę osobliwą, na której wizerunek kura pysznił się dumnie, jakby sam wiedział, iż zaraz któryś z braci spróbuje go kulą uszczypnąć.

Wtem cisza zapadła taka, że aż muchę by było słychać, gdyby która śmiała wlecieć między strzelców. Każdy z finalistów mierzył długo, niektórzy aż tak długo, jak młodzieniec zastanawiający się, czy zapukać do okna pięknej wdówki. Wreszcie huknęły strzały, a los i celność rozstrzygnęły sprawę.

Najlepiej ze wszystkich postrzelił kura nasz umiłowany Skarbnik, Michał Walaszek, człek znany nie tylko z oka bystrego, lecz i z tego, iż grosza pilnuje tak gorliwie, jak panna swego wiana przed natrętnym kawalerem. Dusigroszem go niektórzy pieszczotliwie zwą, lecz tego dnia pokazał, iż choć sakiewkę ma zaciśniętą, to rękę przy spuście ma pewną i śmiałą. Strzał jego był tak piękny i celny, że kura niemal w sam środek godności ugodził, przez co pierwsze miejsce jemu przypadło, ku radości jednych i zazdrości drugich.

Reszcie uczestników wielkie dzięki składamy za przybycie, za śmiech, za dobrą kompanię i za to, że proch z luf godnie tego dnia przemówił. A kto dziś nie trafił, niech się nie frasuje, bo jak mawiają starzy strzelcy, nie zawsze kula tam leci, gdzie człek chce, czasem jak z sercem bywa, człowiek mierzy prosto, a trafia gdzie indziej.

Już tedy teraz zapraszamy wszystkich braci, siostry i wszelkich amatorów huku prochowego na następne zawody, które po świętach Wielkiej Nocy w miesiącu kwietniu odprawimy. Niechaj każdy przybędzie z ręką pewną, okiem czujnym i humorem dobrym, bo gdzie strzelcy się zbierają, tam i radość, i śmiech, i czasem jakaś sprośna anegdota między jednym a drugim strzałem się znajdzie. A kto wie, może i kura znów ktoś tak pięknie ugodzi, że aż w kronikach Bractwa na długo zapisany zostanie.

 pismo należycie do wydrukowania przysposobione  ⟩⟩⟩ 
 zmagania strzeleckie  ⟩⟩⟩ 
 zmagania o nagrodę Hetmana  ⟩⟩⟩ 


2026.03.11


Zawody Strzeleckie “Dnia Patrona” Szkoły Podstawowej nr 46 w Bytomiu

Roku Pańskiego dwudziestego i dwudziestego szóstego, dnia jedenastego marca, bracia z Bractwa Kurkowego Grodu Bytomskiego w osobach Mirosław Strachota Gorzycki, Andrzej Suchanek, Alicja Lech, Roman Hanek oraz Artur Koleba przybyli do szkoły na uroczystość, którą młodzież i dziatwa z wielką czcią Dniem Patrona zwała. Było to zgromadzenie pełne powagi i radości, gdzie serca wszystkich obecnych ku chwale cnót rycerskich i obywatelskich się skłaniały.

Dziatwa szkolna wystąpiła z kunsztem wielkim i staraniem godnym pochwały. Pieśni śpiewali i słowa piękne wypowiadali, a sztuka ich była tak szczera i gorliwa, iż wielu z obecnych wzruszenie w sercu poczuło. Szczególnie pieśń ułożona przez nauczycielkę muzycznego kunsztu wielce wszystkich poruszyła, albowiem wychwalała przymioty, jakie każdy brat kurkowy w duszy swej nosić winien. Mówiono w niej o wierności, odwadze, sprawiedliwości i miłości ku ziemi ojczystej, a młode głosy niosły te słowa z taką czystością, jakoby dzwony w porannym powietrzu rozbrzmiewały.

Po występach nadszedł czas godny i uroczysty, gdy przed obliczem zgromadzonych wręczono puchary oraz dyplomy tym młodym śmiałkom, którzy w zawodach strzeleckich O Puchar Hetmana największą sprawność oka i ręki okazali. Młodzieńcy i młode niewiasty stawali przed braćmi z dumą i pokorą zarazem, a w ich spojrzeniach można było ujrzeć ducha rycerskiego, który od wieków w bractwach kurkowych jest pielęgnowany.

Widząc tak dzielną młodzież, serca braci bytomskich napełniły się nadzieją i otuchą, iż tradycja straży obywatelskiej i braterskiej zgody nie zginie, lecz w nowych pokoleniach wzrastać będzie niczym dąb mocny w ojczystej ziemi zakorzeniony. Bo gdy młodzi z takim zapałem uczą się cnót, które bractwa kurkowe od wieków w sobie noszą, tedy pewnym jest, iż przyszłość tych obyczajów i tej wspólnoty będzie jasna i chwalebna.

Niechaj więc pamięć o tym dniu trwa długo, jako świadectwo gorliwości młodego pokolenia, które z odwagą i radością podejmuje dziedzictwo starszych. A bracia bytomscy niechaj radują się widząc, iż wśród dziatwy wyrastają przyszli strażnicy honoru, tradycji i braterskiej zgody.

 pismo należycie do wydrukowania przysposobione  ⟩⟩⟩ 


2025.12.06


O strzelaniu stojąc, o patrzeniu krzywo i o niewieście, co wszystkich w dziesiątkę trafiła - tak oto kończy się strzelecki sezon ad 2025

A tedy, miłościwi bracia i cne siostry, stało się i to, co stać się musiało, albowiem każdy sezon strzelecki ma swój koniec, jak każda beczka miodu dno, a każdy strzelec moment, gdy ręka już nie od strzelania, lecz od biesiady drży. Roku Pańskiego dwa tysiące dwudziestego piątego zamknęliśmy sezon nasz strzelecki, czterdziesty już od owej pamiętnej reaktywacji, kiedy to bractwo nasze z martwych wstało, jakoby Łazarz, jeno zamiast prześcieradła miało pas strzelecki i szblę, a zamiast cudów celne oko i jeszcze celniejszy język.

Już za trzy miesiące, trzynastego dnia marca przyszłego roku, świętować będziem rocznicę tak okrągłą, iż niejedna głowa od wspomnień i trunków się zakręci. Przez te lata przewinęło się braci tyle, że i sam Długosz pióro by połamał, a ilu odeszło, ilu przyszło, a ilu tylko zajrzało i uciekło, gdy zobaczyło wyniki tarcz, tego dziś nikt nie zliczy, bo kroniki w pewnym czasie spały snem grzesznika po uczcie.

Dnia szóstego grudnia, kiedy to Mikołaj już ostrzył sanie, a strzelcy raczej celowniki, a bywało, że i spojrzenia znaczące, odbyły się ostatnie zawody sezonu. Osiemnaścioro strzelców i strzelczyń stanęło w szranki, a niewiasty, jak to u nas bywa, nie tylko dorównały braciom, ale i niejednego zawstydziły, że mu kula nie tam poleciała, gdzie patrzył. Najlepszym przykładem była nasza pani Kanclerz, zacna, szlachetna i urodziwa, która wygrała zawody, trafiając w dziesiątkę częściej niż niejedno spojrzenie trafiało w nią, ach, jakże rozproszone były wtedy celowniki.

Strzelano z karabinu sportowego bocznego zapłonu, stojąc, na dystansie dwudziestu i pięciu metrów, co jednych prostowało jak świecę woskową, innych zaś chwiało jak po trzecim kielichu. Gościnna strzelnica w bytomskiej szkole mechaniczno-elektronicznej przyjęła nas godnie, a echo strzałów mieszało się tam z westchnieniami ulgi i westchnieniami zawodu, czasem trudnymi do odróżnienia.

Zawody te przypieczętowały też rywalizację o miano najlepszego strzelca tegoż roku, którym został Brat Andrzej Suchanek, mąż celnego oka i spokojnej dłoni. Nagrodę swą odbierze on z rąk Hetmana na styczniowym spotkaniu, a już dziś ćwiczy uśmiech skromny, choć wiadomo, że duma w nim pęcznieje jak ciasto na święta.

Nie zabrakło też, jak zawsze, drobnego poczęstunku, coby strzelec nie był suchy jak proch, ani wręczania nagród, które cieszą duszę, ego i dają powód, by jeszcze długo po zawodach opowiadać, kto komu i gdzie trafił. I tak, z uśmiechem, mrugnięciem oka i rubasznym śmiechem, zamknęliśmy sezon, gotowi wrócić silniejsi, weselsi i, miejmy nadzieję, jeszcze bardziej celni, bo w naszym bractwie strzela się nie tylko z broni, ale i z dowcipu.

Choć strzelanie ustało, to bracka radość nie zna postu, albowiem przed nami jeszcze biesiada opłatkowa, gdzie łamać będziem opłatek, składać życzenia słodkie jak makowiec i czasem tak dwuznaczne, iż nawet karp by się zarumienił. Będą życzenia zdrowia, celnego oka i by w nowym roku nie tylko do tarczy, ale i do stołu trafiać bez pudła.

 pismo należycie do wydrukowania przysposobione  ⟩⟩⟩ 
 zmagania strzeleckie  ⟩⟩⟩ 
 zmagania o nagrodę Hetmana  ⟩⟩⟩ 


2017.02.07


163. rocznica Powstania Styczniowego - „Bitwa o Sosnowiec”

Na wezwanie i łaskawe zaproszenie Pułkownika Zbigniewa Piątka tudzież Pana Arkadiusza Chęcińskiego Prezydenta miasta Sosnowca przybyła do owego grodu delegacyja Bractwa Kurkowego Grodu Bytomskiego, aby świadectwo pamięci dać i cześć należną oddać sprawom dawnym, a krwią przodków uświęconym. Działo się to w czasie wspomnień sto sześćdziesiątej trzeciej rocznicy Powstania Styczniowego, kiedy to lud wierny Ojczyźnie przypominał sobie zmagania i bitwy, które w lutym roku Pańskiego tysiąc osiemset sześćdziesiątego trzeciego na ziemiach dzisiejszego Sosnowca miały miejsce.

W owych dniach, gdy zima sroga trzymała, a serca gorętsze były niźli ogień, oddziały powstańcze w Maczkach, Pogoni i na traktach pobliskich z bronią w ręku wystąpiły przeciw wojskom carskim. Nie bacząc na przewagę nieprzyjaciela mężnie stanęli w boju dając jawny znak sprzeciwu wobec jarzma moskiewskiego i ukazując niezłomną wolę ku wolności i niepodległości skierowaną. Były to jedne z pierwszych bitew i poruszeń zbrojnych w Zagłębiu Dąbrowskim, a echo ich daleko się niosło po wsiach i miastach.

Aby te czyny nie uległy zapomnieniu miasto Sosnowiec sprawiło uroczystości godne i podniosłe, podczas których składano kwiaty i wieńce pod tablicą poświęconą Powstańcom Styczniowym. Odbył się też apel pamięci i wspólne oddanie czci bohaterom roku tysiąc osiemset sześćdziesiątego trzeciego, których męstwo i ofiara do dziś w sercach potomnych trwają.

Wielką ozdobą obchodów była rekonstrukcyja bitwy o Sosnowiec, która w sposób żywy i przejmujący ukazała przebieg dawnych walk. Dzięki tej inscenizacyi zgromadzeni mogli pojąć jakowe były realia tamtej epoki, jak noszono mundury, jakiej broni używano i jak wielki był dramat powstańczych zmagań gdy los Ojczyzny ważył się w każdej chwili. O przebiegu rekonstrukcyi i o samych wydarzeniach wojennych rzecz jasną i uczoną przedstawił profesor doktor habilitowany Dariusz Nawrot dyrektor Instytutu Zagłębia Dąbrowskiego, który słowem swoim przeszłość ku teraźniejszości przybliżył.

Nie mniejszą nauką i wzruszeniem była wystawa pamiątek z czasu Powstania Styczniowego, sporządzona staraniem Stowarzyszenia SEH Szaniec 1863. Na niej to oglądać było można dokumenty, prawdziwe grafiki, odznaczenia i różne przedmioty z walką o wolność związane, które niczym niemi świadkowie opowiadały o trudzie i poświęceniu tamtych dni.

Całe obchody miały charakter uroczysty i poważny, a zaszczycili je swą obecnością przedstawiciele władz miejskich z samym Prezydentem Sosnowca Arkadiuszem Chęcińskim na czele. Tak tedy wspólnota miasta, bractw i obywateli dała dowód iż pamięć o czynach ojców nie ginie, a duch wolności w narodzie naszym trwa po dziś dzień.

(fot.UM/Mariusz Binkiewicz)

 pismo należycie do wydrukowania przysposobione  ⟩⟩⟩ 


2026.01.07


Pierwsze brackie spotkanie spisane o braciach bytomskich, jubileuszu nadchodzącym i pucharze, którego Andrzej pożądał najbardziej

Zaraz po święcie Trzech Króli, dnia siódmego stycznia roku Pańskiego dwa tysiące dwudziestego szóstego, zgromadziła się brać kurkowa w zacnych murach Bractwa Kurkowego Grodu Bytomskiego, aby po raz pierwszy w tym nowym roku obradować, radzić i jak zawsze nieco się pośmiać. Było to zebranie comiesięczne, lecz wagą swą przewyższające niejedno inne, albowiem myśli wszystkich biegły już ku czterdziestoleciu reaktywacji naszego bractwa, jubileuszowi okrągłemu jak puchar wypełniony po brzegi.

Rozprawiano tedy długo i szeroko o tym, jakże godnie uczcić tę rocznicę, kogo zaprosić, jakie chorągwie wystawić i jak sprawić, by oko się radowało, a serce rosło. Mówiono o pocztach sztandarowych, o planie obchodów i o tym, by niczego nie zaniedbać, bo historia patrzy, a kronikarze ostrzą już pióra. Głosy wznosiły się i opadały jak na sejmiku, lecz zgoda panowała, bo gdy idzie o chwałę bractwa, wszyscy jednym strzelają celem.

Najdonioślejszym jednak momentem było wystąpienie Hetmana Bractwa, Mirosława Strachoty Gorzyckiego, który niczym pan możny i hojny wystąpił z darami. Wręczył on okazały puchar, błyszczący tak, iż niejeden brat mrużył oczy, a przeznaczony dla najlepszego strzelca roku dwa tysiące dwudziestego piątego. A któż nim został, jeśli nie brat Andrzej Suchanek, mąż znany z tego, że cel ma pewny, rękę twardą, a i ambicję niemałą.

Trzeba bowiem rzec bez wstydu, iż puchar ten był jedynym, którego w kolekcji Andrzeja brakowało. I jak powiadają złośliwi, przez cały rok patrzył nań łakomym okiem, niczym kawaler na pannę za miedzą, wzdychał, ćwiczył i strzelał, aż pot lał się po czole, a języki po karczmie. Walczył zażarcie, bo nie lubi, gdy coś mu się wymyka z rąk, zwłaszcza gdy kształt ma obły, lśniący i tak dobrze leży w dłoniach. Gdy wreszcie puchar trafił w jego objęcia, uśmiech miał taki, że niejedna panna by się zarumieniła, a bracia tylko mrugali porozumiewawczo, wiedząc, iż Andrzej, gdy już coś dopadnie, nie puszcza łatwo.

Tak oto zakończyło się owo zebranie, pełne powagi i śmiechu, planów wielkich i żartów rubasznych. A jeśli kroniki przyszłe będą o tym pisać, niech wiedzą, że w Bytomiu strzela się nie tylko do tarczy, lecz i do serc, a puchary zdobywa z zapałem godnym najlepszych czasów dawnej Rzeczypospolitej.

 pismo należycie do wydrukowania przysposobione  ⟩⟩⟩ 
 zmagania o nagrodę Hetmana  ⟩⟩⟩ 


2026.02.07


Wieść o Zawodach Strzeleckich i o Kurku Piwnym, Roku Pańskiego 2026

Miłościwi Czytelnicy i łaskawi Goście tej kroniki, słuchajcie a czytajcie, boć rzecz się stała godna zapamiętania, śmiechu i mrugania okiem spod kaptura. Roku Pańskiego dwa tysiące dwudziestego szóstego, dnia siódmego lutego, gdy mróz szczypał w nosy, a piwo w piwnicach tęsknie bulgotało, zebrało się Bractwo Kurkowe Grodu Bytomskiego, by sprawdzić, komu ręka najpewniejsza, oko najostrzejsze, a nerw najmniej drżący po świątecznych biesiadach.

Były to pierwsze zawody owego roku, przeto każdy brat stawał do strzału z sercem bijącym jak dzwon w kolegiacie. Broń długa pneumatyczna poszła w ruch, dystans dziesięć kroków mierzony, postawa stojąca, a stać trzeba było twardo, nie jak po trzecim kuflu, lecz jak po pierwszym, gdy człek jeszcze wierzy w cnotę i prostą linię. Dziewiętnastu strzelców stanęło w szranki, jedni z miną mnicha, drudzy z uśmiechem karczemnym, a trzeci tak skupieni, jakby cel był nie z papieru, lecz z samej niewieściej pokusy.

Gdy proch nie był sypany, boć czasy inne, a powietrze tylko syknęło, nadszedł finał, gdzie sześciu najlepszych braci chwyciło broń krótką. Tu dopiero działy się rzeczy, o których kronikarz rumieni się pisać, albowiem ręka krótsza, broń mniejsza, a emocje większe, więc i drżenie palca mogło zdradzić więcej niż niejedna spowiedź. Tarcza zaś była malowana osobliwie, tak iż niejeden brat celował długo, nie wiedząc, czy strzela w środek, czy tylko się zapatrzył jak czeladnik w dekolt karczmarki.

Zwycięzcą całego turnieju został Brat Jacek Trembaczowski, który w finale trafił tak celnie, iż aż echo po strzelnicy poszło, a zazdrość w sercach innych braci zapiekła niczym chrzan do kiełbasy. Lecz tytuł Kurka Piwnego ad dwa tysiące dwudziesty szósty przypadł Bratu Jerzemu Lechowi, który udowodnił, że piwo i precyzja mogą iść w parze, byle kufel był po strzelaniu, a nie przed, choć niektórzy twierdzą, że jedno piwo na odwagę czyni cuda równie wielkie jak modlitwa do świętego Huberta.

A gdy w Bytomiu kule świstały, gdzieś na śląskiej ziemi, nie wiadomo dokładnie gdzie, bo kronikarz miał już pióro umoczone w piwie, rozegrano Mistrzostwa Strzeleckie Trzynastej Śląskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Tamże Brat Sebastian Orlicki pierwszy był nad wszystkich, czym chwałę przyniósł i sobie, i Bractwu, i całemu stołowi, przy którym potem o tym opowiadano, coraz szerzej rozkładając ręce i coraz grubiej koloryzując.

Tak oto strzelano, pito, śmiano się i patrzono znacząco, a kto nie był, niech żałuje i szykuje się na następny raz, bo w Bractwie Kurkowym nie tylko kura bywa strzelana, ale i ambicja, i honor, i czasem coś jeszcze, o czym przyzwoity kronikarz woli tylko mrugnąć okiem.

 pismo należycie do wydrukowania przysposobione  ⟩⟩⟩ 
 zmagania strzeleckie  ⟩⟩⟩ 
 zmagania o nagrodę Hetmana  ⟩⟩⟩