Dnia dzisiejszego odbyły się IX Zawody Strzeleckie Bytomskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, które były jako pieczęć i podsumowanie sezonu minionego, gdzie przez cały rok Tereska i Paweł, niczym dobrzy starostowie, co miesiąc przybywali, by braci starszych w sztuce strzeleckiej wspierać. Nie próżnowali oni ani chwili, jeno pilnowali, by każdy karabin trzymał prosto, a pistolet nie celował w krzaki, gdzie jedynie jeż spać się układał.
Uczestnicy, choć niektórzy brody mieli siwe jak popiół z komina, stanęli dzielnie do zmagań, a ręce ich bystre były, jakby dopiero z wojska powrócili. Jedni próbowali szczęścia z karabinu, inni z pistoletu, a atmosfera była przyjazna, iż śmiech niósł się dalej niż huk wystrzałów. Jeden z braci, nim strzelił, zapytał czy okulary do czytania nadają się i do celowania, a gdy mu odparli, że tak, poprawił je na nosie i trafił w tarczę, lecz potem przyznał, iż widział dwie i strzelał pomiędzy, co zgromadzonych do wielkiego rechotu doprowadziło.
Nad porządkiem i bezpieczeństwem czuwali Tereska, Paweł, Irek i Mirek, którzy spoglądali bacznym okiem, by nikt zamiast do tarczy nie mierzył w kiełbasę na stole, bo już jeden z uczestników tak długo zerkał w stronę jadła, iż musiano mu przypomnieć, że najpierw strzał, a potem biesiada. Inny zaś tak się przejął, że po wystrzale zapomniał zdjąć ochronników z uszu i pół godziny wszystkim przytakiwał, choć nikt nic nie mówił, co wyglądało, jakby zgadzał się nawet z wiatrem.
Na zakończenie wydarzenia Bytomski Uniwersytet Trzeciego Wieku otrzymał od nas puchar i medal jako znak uznania oraz podziękowanie za wspólne trudy i radości. Przy wręczeniu jeden z seniorów rzekł, iż medal zawiesi nad łóżkiem, by rano przypominał mu, że jeszcze cel ma prosty, a ręka pewna. Tak tedy dzień minął w wesołości, a dowiedziono, że kto ducha ma młodego, temu i kula leci prosto, choćby broda siwizną błyszczała, a śmiech bracki był głośniejszy niż salwa z całej kompanii.
pismo należycie do wydrukowania przysposobione ⟩⟩⟩















































