2025.05.17


Wieść gminna o wyprawie Bractwa Naszego na Intronizacyję Królewską w Mieście Jelczu zwanym Laskowicami

Działo się to dnia Pańskiego siedemnastego maja Roku Łaski 2025, gdy pospólstwo jeszcze wiosnę świętowało, a słonko łaskawie świeciło nad polami i gajami. Tedy też nasze Zacne Bractwo Kurkowe wzięło swych najlepszych, a przynajmniej najodważniejszych, mężów i ruszyło na Intronizacyję Królewską do grodu Jelcza Laskowicami zwanego, gdzie gospodarzem był szacowny Cech Braci Kurkowych tegoż miasta.

W orszaku naszym jechali: Hetman Mirosław Strachota-Gorzycki - mąż stateczny i brodaty, Kasztelan Andrzej Suchanek - bystrooki i cierpliwy niczym opat z Tyńca, a z nimi dwaj poczciwi bracia - Michał Kukulski i Artur Kolega, których duch wielki, choć oko strzeleckie, rzec by można, nieco rozkojarzone.

Owi dwaj, toć prawda, pierwsi do biesiady, ostatni do tarczy - jako że zamiast strzały celnej, raczyli się strawą i napitkiem wszelakim, nie gardząc miodem pitnym, mięsiwem tłustem ani też krasą niewieścią. Naocznie widać było, że zamiast muszkę na strzale widzieć, woleli kufel w garści trzymać.

I jeno Hetman z Kasztelanem, niczym husarska chorągiew wśród wiejskiej ławy, trzymali fason i szli przez zawody jak przez śnieg rozdeptany - aż do finałów się dostawszy, gdzie o honor walczyli. Aż w końcu Kasztelan nasz, Andrzej, jako mąż obyty w sprawach celnych i spokojny w ruchach, rzekł: "Dosyć tego rozprzężenia, trzebaż honor ratować!" - i tak uczynił. Przebił wielu, sięgając aż po drugą lokatę, choć w ostatniej chwili fortunę uśmiech swój skierowała ku damie kurkowej Ewie Rajchel z Rybnika, która, jak to z damami bywa, nie tylko pięknem, ale i celnością zadziwiła, a i los jej sprzyjał, dwie konkurencje wygrawszy.

Zaś Artur i Michał? Cóż... Ich strzały szły tam, gdzie Pan Bóg zapomniał spojrzeć. A że z każdej niemal rundy wracali z miną taką, jakby kto im zupę osolił, tedy Hetman rzekł z westchnieniem: "Strzelali jak łajzy ostatnie, alem już nie jedno w życiu widział, i to mnie nie zdziwiło." Biesiadnie za to pierwsza klasa - śpiew, tan, śmiechy i rozmowy o tym, jak to "gdyby nie wiatr, gdyby nie słońce, gdyby nie ta kobyła co zakaszlała…", to by ich nazwali nowymi królewiczami celności.

Tak oto zakończyła się ta wyprawa - nie bez chwały, choć z pewnym potknięciem - lecz z humorem, godnością i bractwem silnym. A że tradycya trwa, tedy i my trwamy.

relacjonował Hetman

 pismo należycie do wydrukowania przysposobione  ⟩⟩⟩ 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz