2025.05.24


Kronika Roku Pańskiego 2025 o tym, jako Bractwo z Bytomia na jubileusz do Rybnika zbrojno i z radością ruszyło

Stało się to dnia Pańskiego dwudziestego czwartego maja Roku Łaski dwudziestego piątego po dwutysięcznym, kiedy to słońce prażyło nie jak latem, ale już wystarczająco, by głowy w kontuszach parowały, a bractwa kurkowe z całej ziemi śląskiej zjechały się do grodu Jejkowic, gdzie na tamtejszej strzelnicy Rybniczanie świętowali swój trzydziesty rok istnienia - a jako że lubią to czynić z fasonem, to i Intronizację Królewsko-Marszałkowską tamże urządzili, aby najlepszego strzelca ich cechu koroną, insygniami i ryngrafem uhonorować.

Zaraz po tym, jako pieśń bracka wybrzmiała, ryngrafy, miry i dary wręczono, i nowa Rada Królewsko-Marszałkowska ustanowiona została, rozpoczęto strzelania - i oto się działo! Z naszego zacnego bytomskiego bractwa przybyli w orszaku: Hetman Mirosław Strachota-Gorzycki, Kasztelan Andrzej Suchanek, Strzelmistrz Jerzy Lech, Skarbniczka Pergaminu Alicja Lech oraz Brat Artur Koleba, który co prawda bronił brackiego honoru głównie słowem i humorem, ale i to się przydaje, kiedy tarcza dziur nie notuje.

A jako że strzelania były wszelakie - do kura, do tarczy, a nawet do sławy - to i nasz Kasztelan Andrzej nie zawiódł tradycyjej, a jako najcelniejszy strzelec z bytomskiej kompanii zaszczytu i splendoru dostąpił, choć skromnością swą nie czyni z tego fanfar, jeno lekko się uśmiecha pod wąsem.

Nie wszyscy jednak w tarcze trafiali... Oj nie! Byli i tacy, co to lufą niebo mierzyli, albo w kępy leszczynowe za plecami, i tu wymienić trzeba bez wstydu (ale z uśmiechem) tych, co do tarczy nie trafiali nawet z pomocą Ducha Świętego i lunety. Dla tych poczciwców, aby i oni radości doznali, przygotowano... bazuki! Tak jest! I choć po ich użyciu z tarczy zostawała tylko drzazga i wspomnienie, to przecie trafienie było! Czasem obok, czasem dalej - ale któż by się czepiał takich drobiazgów w czas świętowania?

Śmiechu było co niemiara, miodu jeszcze więcej, a wspomnienia zostaną na długo, bo gdzie bractwo, tam radość, a gdzie radość, tam tradycja rośnie jak dąb w królewskim gaju.

Na końcu tedy rzec trzeba: Bractwu Kurkowemu Miasta Rybnika chwała i gratulacyje wielkie! Niechaj świętują kolejne dziesiątki lat w zdrowiu, celności i braterskiej zgodzie. A my - jak Pan Bóg da - znowu przybędziem, z muszkietem w garści i śmiechem na ustach!

 pismo należycie do wydrukowania przysposobione  ⟩⟩⟩ 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz