2026.07.06


O Pawle, zacnym gospodarzu Bractwa Kurkowego Grodu Bytomskiego, co hibiskusy sadził i insze kwiecie ku uciesze panien szlacheckich

Anno Pańskiego, gdy słonko nad Grodem Bytomskim jaśniało, a ptastwo tak świergotało, iż i najstarsi bracia kurkowi uszu nastawiali, wyszedł Paweł, gospodarz zacny, mąż robotny i krzepki, przed siedzibę Bractwa Kurkowego.

Nie z próżności, nie dla pustej chwały, jeno z wielkiego umiłowania piękności i niewieściej radości, jął ziemię motyką obrabiać. Aż kurz się podnosił, a sąsiedzi szeptali:
- Patrzcie no! Paweł znowu grzebie tam, kaj potem kwiat najbujniej wyrasta!

Naprzód hibiskusy posadził, wielkie jako talerze karczemne, czerwone niczym rumieniec panny, gdy ją kawaler w rękę ucałuje. Potem lilije, róże, malwy i insze pachnące cuda, coby pszczoły miały używanie, a i młode szlachcianki nie miały powodu nosa krzywić.

Rzekł tedy Paweł, z uśmiechem chytrze spod wąsa:
- Kwiat to rzecz zacna. Kto go pielęgnuje cierpliwie, temu i fortuna częściej się uśmiecha.

Na to bracia kurkowi mruczeli między sobą:
- Eee... kwiaty kwiatami, ale my dobrze wiemy, iż gospodarz nie dla samych motyli tak pilnie grządki urządza.

Bo wieść po grodzie niosła, iż gdy hibiskusy zakwitną, tedy młode panny szlachcianki niby pszczółki do miodu ciągnąć będą przed bracką siedzibę. Jedna rzeknie:
- Ach, jakiż to piękny kwiat!

Druga zaś:
- A jeszcze piękniejszy gospodarz, co go własną ręką sadził!

Paweł zaś, człek skromny nad wyraz, tylko kapelusza uchylał i powiadał:
- Kwiaty podlewać trzeba codziennie. A dobre towarzystwo jeszcze częściej.

I tak jedni twierdzili, iż więcej czasu z konewką niźli z kuflem spędza. Drudzy zaś przysięgali, że żadna panna nie potrafi odróżnić, czy bardziej pachnie hibiskus, czy gospodarz po świeżo skoszonej mięcie i piwie warzonym.

A gdy kto spytał:
- Pawle, po cóż ci tyle kwiecia?

Odparł z powagą godną rajcy:
- Boć przecie niewiasta łatwiej do ogrodu zajrzy niźli do zbrojowni. A skoro już zajrzy... grzechem byłoby nie ugościć jej dobrym słowem, śmiechem i kielichem miodu.

I śmiali się z tego wszyscy bracia, a jeszcze bardziej ich małżonki, bo dobrze wiedziały, iż Paweł więcej serca wkłada w sadzenie hibiskusów niż niejeden panicz w zaloty.

Tak oto ogród przed siedzibą Bractwa rozkwitł, hibiskusy pyszniły się niczym pawie na jarmarku, a gospodarz zyskał sławę nie tylko mistrza grządek, lecz i wielkiego znawcy niewieścich uśmiechów. Bo jak mawiali starzy kurkowi:

„Kto kwiat dobrze zasadzi, temu i panna łaskawiej spojrzy. Lecz kto chwasty hoduje, ten ino z kozami pogwarzy.”

I niech tak zostanie po wsze czasy. Amen, a kto nie wierzy, niech sam hibiskusa posadzi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz