2026.03.14


O strzelaniu marcowym, gdzie kura dostała kulą, a Skarbnik chwałę i zazdrość kompanów

Rozpoczęliśmy Sezon Strzelecki ad 2026

Roku Pańskiego dwa tysiące dwudziestego szóstego, dnia czternastego miesiąca marcowego, gdy jeszcze chłód zimowy po polach się snuł, a słońce jeno nieśmiało zza chmur wyglądało, zebrali się bracia i siostry z czcigodnego Bractwa Kurkowego Grodu Bytomskiego, a z nimi też różni strzelcy wolni i ciekawscy, na strzelnicy przy szkołach mechanicznych i elektronicznych. Tam to poczęto pierwsze w tym roku igrzyska strzeleckie, by sprawdzić, czy ręka pewna, oko bystre, a proch i stal jeszcze w zgodzie z człekiem pozostają.

A iż Bractwo nasze miłosierne jest i serce ma szerokie niczym beczka dobrego piwa, pozwolono wszystkim dzierżyć broń krótką kalibru drobnego, takiego co ledwie pięć i sześć dziesiątych milimetra ma, a strzelać kazano na odległość dwudziestu i pięciu kroków wielkich. A dla tych, co to rękę mają nie tak stałą jak dziewka w karczmie po trzecim dzbanie miodu, dozwolono chwytać broń oburącz, aby im się lufa z nadmiaru emocji zbyt gwałtownie nie trzęsła.

I tak oto stanęło do próby niemało, bo aż pięć i dwadzieścia dusz strzeleckich, niewiast i mężów. Jedni skupieni byli jak mnich nad księgą, inni znów żartem i śmiechem rozganiali napięcie, a niejeden zerkając na tarczę tak wzdychał, jakby patrzył na białą koszulę dziewczęcą schnącą na wietrze. Strzały padały, echo niosło się po murach, a każdy chciał pokazać, iż jego kula leci prosto niczym myśl ku sakiewce pełnej dukatów.

Gdy zaś pierwsza część zmagań się dokonała, wybrano dziesięciu najcelniejszych, aby w finale ostatecznym sprawdzili, kto z nich oko ma najostrzejsze, a rękę najpewniejszą. Każdy z nich dostał jeden jedyny strzał, który posłać miał w tarczę osobliwą, na której wizerunek kura pysznił się dumnie, jakby sam wiedział, iż zaraz któryś z braci spróbuje go kulą uszczypnąć.

Wtem cisza zapadła taka, że aż muchę by było słychać, gdyby która śmiała wlecieć między strzelców. Każdy z finalistów mierzył długo, niektórzy aż tak długo, jak młodzieniec zastanawiający się, czy zapukać do okna pięknej wdówki. Wreszcie huknęły strzały, a los i celność rozstrzygnęły sprawę.

Najlepiej ze wszystkich postrzelił kura nasz umiłowany Skarbnik, Michał Walaszek, człek znany nie tylko z oka bystrego, lecz i z tego, iż grosza pilnuje tak gorliwie, jak panna swego wiana przed natrętnym kawalerem. Dusigroszem go niektórzy pieszczotliwie zwą, lecz tego dnia pokazał, iż choć sakiewkę ma zaciśniętą, to rękę przy spuście ma pewną i śmiałą. Strzał jego był tak piękny i celny, że kura niemal w sam środek godności ugodził, przez co pierwsze miejsce jemu przypadło, ku radości jednych i zazdrości drugich.

Reszcie uczestników wielkie dzięki składamy za przybycie, za śmiech, za dobrą kompanię i za to, że proch z luf godnie tego dnia przemówił. A kto dziś nie trafił, niech się nie frasuje, bo jak mawiają starzy strzelcy, nie zawsze kula tam leci, gdzie człek chce, czasem jak z sercem bywa, człowiek mierzy prosto, a trafia gdzie indziej.

Już tedy teraz zapraszamy wszystkich braci, siostry i wszelkich amatorów huku prochowego na następne zawody, które po świętach Wielkiej Nocy w miesiącu kwietniu odprawimy. Niechaj każdy przybędzie z ręką pewną, okiem czujnym i humorem dobrym, bo gdzie strzelcy się zbierają, tam i radość, i śmiech, i czasem jakaś sprośna anegdota między jednym a drugim strzałem się znajdzie. A kto wie, może i kura znów ktoś tak pięknie ugodzi, że aż w kronikach Bractwa na długo zapisany zostanie.

 pismo należycie do wydrukowania przysposobione  ⟩⟩⟩ 
 zmagania strzeleckie  ⟩⟩⟩ 
 zmagania o nagrodę Hetmana  ⟩⟩⟩ 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz